“Hancer przyznała, że ma w mieście kilku znajomych, ale wiedziała, jak to się skończy. Wystarczyłby jeden telefon, a jej brat Cemil natychmiast dowiedziałby się, gdzie jest. Melih zaproponował więc inne rozwiązanie. Poprosił ją tylko o jedno – żeby nie protestowała.
Nie wiedziała jeszcze, że ten plan zaprowadzi ją dokładnie tam, skąd najbardziej chciała uciec. Do miejsca, gdzie mieszkał Cihan – mężczyzna, którego kochała, ojciec dziecka, które nosiła pod sercem, i człowiek, który nadal nie znał prawdy.
W tym samym czasie Mukadder była cieniem dawnej siebie. Kobieta, która przez lata rządziła domem twardą ręką, teraz odmawiała jedzenia, lekarstw i walki o życie. td4729 Służąca próbowała ją przekonać, że zawsze była silna i nie powinna się poddawać. Jednak Mukadder odwracała tylko wzrok.
Gdy do pokoju wszedł Cihan, nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Jego matka, dotąd niezłomna, wyglądała tak, jakby straciła wolę życia. Próbował podać jej lekarstwo, lecz ona odepchnęła jego rękę i wyszeptała słowa, które przeszyły go jak nóż:
– Zostaw mnie. Pozwól mi umrzeć.
Wtedy Cihan nie wytrzymał. Przyznał, że sam jest już zmęczony. Zmęczony udawaniem silnego człowieka, od którego wszyscy czegoś oczekują. Powiedział matce, że przy życiu trzymają go już tylko syn i poczucie obowiązku. Gdy po raz pierwszy wziął dziecko na ręce, zrozumiał, że musi żyć właśnie dla niego.

Mukadder próbowała wtedy wyznać mu prawdę. Z ogromnym wysiłkiem wyszeptała:
– To wszystko jest kłamstwem…
Zanim jednak Cihan zrozumiał znaczenie tych słów, przed rezydencją rozpętało się kolejne piekło.”