Dziedzictwo odc. 947: Nana na wózku inwalidzkim!

Szpital. Kontynuacja poprzedniego odcinka.

Nana nagle łapie się za nogi, przerażona. Jej oddech przyspiesza.

– Nie czuję ich… Nie mogę chodzić! Jak to możliwe?! – krzyczy, wstrząśnięta.

– Spokojnie, Nana, proszę… – Poyraz próbuje brzmieć opanowanie, choć sam czuje, jak serce wali mu jak młot. – Nazli już poszła do lekarza. Zaraz się wszystkiego dowiemy.

– Nie mam czasu! Yusuf mnie potrzebuje! Muszę wstać, muszę do niego iść! – mówi z rozpaczą i próbuje podnieść się z łóżka.

Poyraz natychmiast ją powstrzymuje, chwytając delikatnie za ramiona.
– Nie ruszaj się. Możesz zrobić sobie krzywdę!

Drzwi sali otwierają się. Wchodzi Nazli – blada, z napiętą twarzą. Jej spojrzenie nie wróży niczego dobrego.

– Wyniki są już gotowe – mówi, podchodząc do łóżka. – Doktor przyjdzie za chwilę, żeby wszystko dokładnie wyjaśnić…
– Nazli, mów, co powiedział! – Poyraz nie wytrzymuje.

Nazli waha się chwilę, po czym wzdycha ciężko i kieruje słowa do Nany:

– Trucizna uszkodziła układ nerwowy. Ale… lekarz uważa, że w dziewięćdziesięciu procentach przypadków taka reakcja jest przejściowa. Powinnaś odzyskać sprawność w ciągu tygodnia.

Nana zamiera.

– A co z tymi dziesięcioma procentami? – pyta cicho. – Jeśli nie odzyskam? Co wtedy?

– Rehabilitacja. Ćwiczenia. Ale nigdy sama – zaznacza Nazli. – Nie wolno ci robić nagłych ruchów ani próbować chodzić bez asekuracji. Twoje nogi są bardzo osłabione. Musisz mieć kogoś przy sobie.

– Zrobię wszystko – odzywa się Poyraz z determinacją. – Nie zostawię cię. Pomogę ci przez to przejść.

Nazli skinieniem głowy daje im przestrzeń i wychodzi z sali.

– Ja… jestem spragniona – mówi Nana, z trudem panując nad drżącym głosem. – Możesz przynieść mi trochę wody?

Poyraz bez słowa wychodzi. Gdy tylko drzwi się zamykają, Nana wybucha płaczem. Szlochając, uderza pięściami w swoje nogi – bez skutku. Nie czuje nic. Rozpacz przejmuje nad nią kontrolę.


Poyraz wraca z butelką wody i zamiera. Nana leży na podłodze, z twarzą zniekształconą od bólu i bezsilności. Próbowała wstać sama – i upadła.

– Nana! – rzuca się do niej. – Dlaczego to zrobiłaś?! Przecież Nazli mówiła, żebyś nie próbowała sama!
– Muszę wstać! Sama! – krzyczy, odtrącając jego dłoń.

– Bądź cierpliwa. Lekarz powiedział, że masz dziewięćdziesiąt procent szans na pełen powrót do zdrowia…
– A jeśli jestem w tych dziesięciu?! – przerywa mu zrozpaczona. – Co wtedy? Co będzie z Yusufem? On mnie potrzebuje! Ja muszę go chronić!

Na kolanach, drżąc, próbuje ponownie podnieść się z podłogi. Każdy ruch to walka – z własnym ciałem, z rzeczywistością, z losem.

Poyraz próbuje jej pomóc, ale ona znowu go odpycha.

– Całe życie radziłam sobie sama! – krzyczy. – Mama porzuciła mnie, gdy miałam sześć lat! Od dziecka walczę! Sama stawałam na nogi! Sama!

Łzy płyną jej po policzkach. Poyraz klęka obok niej i delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

– Już nie musisz być sama – mówi spokojnie, ale stanowczo. – Jestem z tobą. Rozumiesz? Teraz ja jestem przy tobie.

Wstaje i patrzy jej prosto w oczy.
– Więc co wybierzesz, Nano? Bunt i samotność… czy rękę, którą ktoś ci podaje? Będziesz walczyć sama – czy razem?

Nana patrzy na niego z niedowierzaniem. Powoli wyciąga rękę i tym razem – nie odtrąca. Pozwala się podnieść. Wspólnie wracają na łóżko.

Zamykając oczy, szepcze przez łzy:
– Dziękuję… że jesteś.


Cennet krąży nerwowo po salonie, jej kroki są szybkie i nerwowe. Twarz płonie z oburzenia, a oczy miotają błyskawice. Cansel stoi nieruchomo ze spuszczoną głową, jak uczennica przyłapana na ściąganiu.

– Dożyłam swoich lat, ale takiego upokorzenia jeszcze nie przeżyłam! – grzmi Cennet, z trudem panując nad emocjami. – To po prostu niewyobrażalne!

W tym momencie otwierają się drzwi wejściowe. Do domu wraca Sahin. Gdy tylko wchodzi do salonu, natychmiast czuje napięcie w powietrzu.

– Mamo? Cansel? Co tu się dzieje? Wszystko w porządku? – pyta, zaniepokojony atmosferą.

– Nie! Nic nie jest w porządku! – wybucha Cennet. – Gdybyś wiedział, co zrobiła twoja żona, zaniemówiłbyś z wściekłości. Nie potrafiłbyś spojrzeć jej w oczy!

– Mamo, proszę… nie mów tak… – szepcze Cansel łamiącym się głosem. Łzy zbierają się w jej oczach, ale Sahin nie może oderwać wzroku od matki.

– Cansel, powiedz mi. Co się stało? – pyta z niepokojem. W jego głosie pobrzmiewa strach.
– Weszła do mojego pokoju – zaczyna Cennet z wyraźnym bólem – i zabrała złoto, które latami zbierałam na czarną godzinę!

Sahin milknie. Przez chwilę w salonie zapada martwa cisza. Potem jego wzrok pada na żonę, już nie pełen troski, ale rozczarowania.
– Cansel… co to ma znaczyć?

– Miałam oddać je na koniec miesiąca. Z odsetkami! – zarzeka się kobieta, unosząc dłonie w obronnym geście. – Chciałam tylko, żeby mama przestała trzymać pieniądze pod poduszką. To było z troski… z dobrej woli…

– Z dobrej woli?! – Cennet prawie się śmieje z irytacji. – Ze strachu o złoto myślałam, że ktoś nas okradł! Serce mi stanęło! A ty nawet nie zapytałaś, nie uprzedziłaś! To zwykła kradzież!

– Masz rację, mamo… – mówi cicho Cansel, ocierając oczy. – Byłam naiwna. I głupia. Wstydzę się tego. Ze stresu aż mnie boli brzuch… – dotyka ostrożnie swojego ciążowego brzucha. – To wszystko mnie przerasta. Ale ty… jesteś moim największym skarbem. Nie chciałam cię zranić.

Zbliża się do Cennet i przytula ją z czułością. Jej głos łamie się, jakby była bliska omdlenia.
– Walczyłam o życie… Twojego wnuka… I nadal walczę. Mamo… naprawdę chcesz się na nas gniewać?

Cennet trwa nieruchomo, ale coś w niej mięknie. Nie ufa jeszcze do końca, ale litość zaczyna przebijać się przez gniew.
– Nigdy więcej, słyszysz mnie?! – ostrzega surowo. – Ani razu! Bo następnym razem nie będzie przebaczenia!

– Nigdy więcej, moja kochana mamo… – szepcze Cansel z wdzięcznością i ponownie obejmuje teściową, tuląc się do niej jak skruszona córka.

Cennet odwzajemnia uścisk – powoli, niechętnie, ale jednak. I wtedy, za jej plecami, na twarzy Cansel pojawia się cień uśmiechu. Ten sam, dobrze znany tylko jej – chytry, zwycięski, bezczelny.

Znowu się udało. Znów wyszła cało z podbramkowej sytuacji.

Nikt nie manipuluje lepiej niż ona.


Wkrótce Nana wraca do domu. Poyraz ostrożnie wprowadza ją do środka, pchając wózek inwalidzki. Ich wejście przerywa domową ciszę.

– Co się stało? – pyta zaskoczona Cennet, wychodząc z salonu. Jej wzrok zatrzymuje się na wózku. – Dlaczego siedzisz na tym wózku, córko?


– To… efekt trucizny – odpowiada cicho Nana, spuszczając wzrok. W jej głosie słychać wstyd i żal.

– To tylko tymczasowe – dodaje Poyraz, starając się brzmieć spokojnie i pewnie. – Doktor mówił, że potrwa to około tygodnia. Nana wróci do siebie.
– Szybkiego powrotu do zdrowia – rzuca Sibel, która przyszła w odwiedziny. Mimo uśmiechu, jej spojrzenie jest chłodne, ukryte za maską uprzejmości.

– Zabierz mnie na schody – mówi nagle Nana do Poyraza. – Będę trzymać się poręczy, spróbuję wejść…

– Co powiedział doktor? – przerywa jej stanowczo Poyraz. – Od teraz ja jestem twoimi rękami i nogami, dopóki nie odzyskasz sił. Nie wolno ci podejmować żadnych prób samodzielnie. Rozumiemy się?

– Więc jak mam się dostać na górę? – pyta cicho, z nutą bezradności.
– W ten sposób – odpowiada mężczyzna. Nachyla się, bierze ją na ręce i bez słowa niesie po schodach.

Sibel stoi w miejscu, obserwując scenę z mieszanką bólu i zazdrości. Zaciska usta, starając się nie dać po sobie poznać emocji, które w niej buzują.

– Jakby los za wszelką cenę ich tutaj trzymał… – szepcze do siebie. – Nieważne. Mam tylko nadzieję, że Bóg pozwoli jej szybko wyzdrowieć. – Zakłada płaszcz, sięga po buty i wychodzi bez pożegnania.

Cennet zamyka za nią drzwi. Odwraca się i wzrokiem pełnym niepokoju patrzy na synową.

– Widzisz, co nas spotyka?

– Widzę, mamo – odpowiada cicho kobieta, wcale nie ukrywając niezadowolenia z obecności Nany w domu. Atmosfera gęstnieje.


Późnym wieczorem.

Nana leży z Yusufem na materacu ułożonym w kącie pokoju. Chłopiec wtula się w nią jak w bezpieczną przystań.
– Tylko przez tydzień, tak? Potem znów będziesz chodzić? – dopytuje z nadzieją.

– Oczywiście, kochanie – odpowiada miękko Nana, głaszcząc go po włosach. – Przez tydzień będziemy tak leżeć, a potem… razem pobiegniemy. Będziemy znów biegać, skakać, grać w piłkę.

Yusuf ziewa, próbując powstrzymać sen.
– A co jeśli potrwa to dłużej? – szepcze, lekko zaniepokojony.

– Nie martw się, nie ma powodu do strachu – mówi łagodnie. – Nawet jeśli to potrwa trochę dłużej, wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci. A ty… ty będziesz moją siłą.

– Zaopiekuję się tobą – mówi chłopiec z powagą, po czym zamyka oczy i zasypia.

Nana zostaje w ciszy. Jej wzrok pada na wózek stojący pod ścianą. Ten widok boli. Głęboko.

„A jeśli nie dotrzymam słowa? Jeśli nie wstanę? Co wtedy?” – myśli z trudem, powstrzymując szloch.

Łzy, których nie chciała pokazać Yusufowi, w końcu znajdują ujście. Cicho spływają po jej policzkach.

Jej serce krzyczy, ale usta milczą.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 680. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Panna młoda odc. Beyza w panice! Badanie u Yasemin może ujawnić jej największy sekret

Po prysznicu droga z łazienki do łóżka wydawała się Cihanowi nieskończenie długa. Opierał się na Hancer całym ciężarem, a jego kroki były chwiejne, jakby każdy z nich…

PORUSZAJĄCA ROZMOWA HANCER I SINEM! Hancer nie potrafi ukryć zazdrości o Cihana i wyznaje, że czuje się jak przeszkoda między nim a jego dzieckiem.

Aysu nie potrafiła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Słowa brata brzmiały zbyt absurdalnie, by mogły być prawdą. Wyszła na zewnątrz niemal natychmiast, jakby potrzebowała powietrza…

“Panna młoda” – Odcinek 135: (streszczenie)

Co się wydarzy w 135. odcinku tureckiego serialu „Panna młoda”? Relacja Hancer i Cihana wchodzi w nowy etap. Mukadder nie zamierza jednak się z tym pogodzić. Emisja 135. odcinka…

Co dalej z postępowaпiem?

Policjaпci w czwartek, w Boże Ciało, około godz. 4 пad raпem otrzymali iпformację o śmierci kobiety w jedпym z domów w Gilowie koło Dzierżoпiowa. Fυпkcjoпariυszy powiadomił jedeп z…

Panna młoda. Tak się skończy 3 sezon historii Hancer i Cihana. Ona zginie w wybuchu w ostatnim odcinku?

Telenowela “Panna młoda” zdobyła w Turcji ogromną popularność, że zdecydowano się nakręcić 3 sezony. W sumie aż 463 odcinki. W Polsce na razie przewidziana jest emisja dwóch…

Panna młoda odc. Hançer poznaje prawdziwy zamiar Beyzy! Cihan jest coraz bliżej prawdy

Panna Młoda: Hançer walczy o życie po śmiertelnej pułapce Beyzy! Cihan odkrywa prawdę i rusza na desperacki ratunek Na opuszczonym pustkowiu, gdzie nie było żadnych domów, żadnych…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page