Hanser zaczyna łączyć fakty. Zwykłe sprzątanie w rezydencji nagle zamienia się w początek niepokojącej zagadki. Starsza służąca znajduje na korytarzu dziwny silikonowy przedmiot, który wygląda jak fałszywy ciążowy brzuch. Gdy pokazuje go Hanser, dziewczyna nie ma czasu zrozumieć, co właśnie trzyma w dłoniach, bo na jej telefon przychodzi wiadomość od Cihana. Mężczyzna zapowiada niespodziankę i prosi, by natychmiast przyszła do ich ulubionej kawiarni. Hanser, poruszona i pełna nadziei, rusza na spotkanie, nie wiedząc, że od tej chwili każdy krok prowadzi ją coraz bliżej niebezpiecznej gry. Zamiast Cihana na ulicy pojawia się Beyza – chłodna, pewna siebie i podejrzanie spokojna. Dlaczego to właśnie ona ma zabrać Hanser na spotkanie? Dlaczego Cihan nie odbiera telefonu? I czy znaleziony w domu fałszywy brzuch ma związek z planem, który Beyza właśnie zaczyna realizować? To chwila, w której niewinny przedmiot staje się kluczem do wielkiej tajemnicy, a Hanser wsiada do samochodu kobiety, której nigdy nie powinna była zaufać.

Dziwne znalezisko na schodach.

Poranek w rezydencji zaczął się pozornie spokojnie, niemal zwyczajnie – tak jak wiele innych poranków, które w tych marmurowych ścianach przemijały bez śladu. Dom, ogromny i elegancki, jeszcze nie obudził się całkowicie. W korytarzach unosiła się cisza – ta szczególna cisza wielkich domów, w których każdy dźwięk ma swoje echo, a każdy krok zdaje się zdradzać czyjąś obecność. Za wysokimi oknami rozlewało się blade światło dnia, chłodne i łagodne, przesączające się przez zasłony niczym mleczna mgła. Na wypolerowanych schodach odbijały się delikatne smugi słońca, a powietrze pachniało środkiem do czyszczenia drewna, świeżością i czymś jeszcze – niewypowiedzianym napięciem, które od pewnego czasu coraz częściej osiadało w tym domu.

Starsza kobieta od lat pracująca w rezydencji jako pomoc domowa szła powoli korytarzem, trzymając w dłoni ściereczkę i niewielki koszyk z drobnymi rzeczami znalezionymi podczas sprzątania. Była jedną z tych osób, które widziały więcej, niż mówiły, i rozumiały więcej, niż ktokolwiek podejrzewał. Jej twarz nosiła ślady zmęczenia, ale także cichej mądrości człowieka, który przez lata nauczył się rozpoznawać ludzkie nastroje po oddechu, po sposobie zamykania drzwi, po krótkim spojrzeniu rzuconym w stronę schodów. Tego ranka nie myślała o niczym szczególnym: przecierała poręć, poprawiała dywanik, zebrała z podłogi niewielki papierek po cukierku i przez chwilę westchnęła pod nosem, jakby cała wielka rezydencja była żywym stworzeniem, które codziennie zostawiało po sobie ślady.

Wchodziła właśnie na półpiętro, kiedy nagle zatrzymała się tak gwałtownie, że koszyk lekko zakołysał się w jej dłoni. Na podłodze niedaleko ściany leżał dziwny przedmiot. Kobieta zmrużyła oczy. Przez pierwszą chwilę była pewna, że to jakaś poduszka, może część garderoby – coś, co komuś wypadło z torby albo zostało przypadkowo wyrzucone z pokoju. Ale im dłużej patrzyła, tym bardziej jej twarz przybierała wyraz niezrozumienia. Przedmiot miał owalny kształt, był wykonany z miękkiego silikonu i miał przymocowane paski.

Starsza kobieta pochyliła się ostrożnie, jakby bała się, że dotyka czegoś, czego dotykać nie powinna. Wzięła go do ręki. Był zaskakująco ciężki, miękki, elastyczny, dziwnie realistyczny. Kiedy obróciła go w dłoniach, paski zwisły bezwładnie, a ona poczuła, jak po plecach przebiega jej lekki dreszcz. Przez kilka sekund patrzyła na ten przedmiot v całkowitym milczeniu, nie rozumiejąc, dlaczego zwykłe znalezisko na podłodze może wywołać w niej tak nieprzyjemne uczucie. — Co to ma być? — mruknęła pod nosem. — Na Boga, kto coś takiego zostawia na schodach?

Przyjrzała się uważniej. Jej brwi uniosły się lekko, a potem ściągnęły w grymasie niepokoju. To wyglądało jak brzuch – nie zwykła poduszka, nie kostium, nie przypadkowy rekwizyt. Przypominało sztuczny ciążowy brzuch, taki, jaki można było przymocować do ciała pod ubraniem. Myśl ta przyszła do niej powoli, jak cień przesuwający się po ścianie, i im bardziej stawała się wyraźna, tym mocniej kobieta zaciskała palce na silikonowej powierzchni. — Niech mnie… — wyszeptała. — To chyba nie jest… nie, niemożliwe.

Rozejrzała się odruchowo po korytarzu, jakby ktoś mógł ją obserwować. Dom nadal milczał: z góry nie dochodził żaden dźwięk, z dołu jedynie odległe tykanie zegara. A jednak starsza kobieta poczuła się tak, jakby nagle znalazła się w samym centrum tajemnicy, której nie powinna odkryć. Przez chwilę wahała się, co zrobić. Mogła wyrzucić ten przedmiot, mogła schować go w schowku, mogła udawać, że niczego nie widziała. W takich domach czasami najbezpieczniej było nie wiedzieć – przez lata nauczyła się, że sekrety bogatych rodzin potrafią być ostrzejsze niż noże, a kto przypadkiem weźmie je do ręki, może zranić się bez krwi, ale głęboko. Jednak tym razem coś nie pozwalało jej przejść obojętnie. — A jeśli to ważne? — powiedziała sama do siebie. — A jeśli pani Hanser powinna to zobaczyć?

Imię Hanser wypowiedziała z czułością. Młoda kobieta od dawna budziła w niej sympatię: była delikatna, ale nie słaba; miała w oczach smutek kogoś, kto zbyt wiele razy musiał udowadniać, że zasługuje na miejsce przy stole. I choć rezydencja pełna była ludzi o mocniejszych głosach, bardziej zdecydowanych spojrzeniach i bardziej bezwzględnych zamiarach, Hanser miała w sobie coś, czego nie dało się kupić ani wymusić – czystość serca. Starsza pomoc domowa spojrzała jeszcze raz na dziwny przedmiot. — Nie, tego nie wyrzucę — zdecydowała. — Najpierw zapytam panią Hanser. Ona będzie wiedziała, albo przynajmniej zdecyduje, co z tym zrobić.

Schowała silikonowy brzuch do koszyka, przykrywając go ściereczką, jakby instynktownie czuła, że lepiej nie obnosić się z takim znaleziskiem po domu. Potem ruszyła w stronę salonu.

Niespodziewana wiadomość od Cihana.

Tymczasem Hanser siedziała samotnie na sofie w przestronnym pokoju dziennym. Salon, zwykle pełen światła i elegancji, tego dnia wydawał się zbyt duży, zbyt cichy, zbyt obcy. Na stoliku stała filiżanka herbaty, której prawie nie tknęła. Jej palce spoczywały nieruchomo na kolanach, a spojrzenie błądziło gdzieś daleko – poza oknem, poza ogrodem, może nawet poza tym życiem, w którym ostatnio wszystko zaczęło chwiać się pod nogami. Myślała o Cihanie, o jego spojrzeniu z poprzedniego wieczoru, o tym, jak czasami potrafił patrzeć na nią z czułością tak wielką, że zapominała o całym bólu. A potem o tym, jak między nimi nagle pojawiały się niewypowiedziane pytania, czyjeś szepty, tajemnice i twarze ludzi, którzy żyli ich życiem bardziej niż oni sami. Hanser była zmęczona – nie fizycznie, choć i ciało odczuwało ciężar niepokoju, ale duszą. Miała wrażenie, że od pewnego czasu jej szczęście jest jak cienka nić rozciągnięta nad przepaścią: wystarczy jedno niewłaściwe słowo, jeden fałszywy ruch, by wszystko pękło.

Usłyszała kroki. Odwróciła głowę, gdy do salonu weszła starsza pomoc domowa. Kobieta wyglądała na zakłopotaną, trzymała koszyk z taką ostrożnością, jakby niosła coś kruchego albo niebezpiecznego. — Pani Hanser… — zaczęła niepewnie. Hanser natychmiast wyprostowała się lekko. — Co się stało? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. — Nie ducha, pani, ale coś znalazłam na korytarzu przy schodach. Nie wiem, czy to trzeba wyrzucić, czy może komuś oddać. Pomyślałam, że najlepiej będzie zapytać panią. Hanser zmarszczyła brwi. — Co znalazłaś?

Starsza kobieta położyła koszyk na stoliku, odsunęła ściereczkę i wyjęła silikonowy przedmiot. Gdy położyła go przed Hanser, młoda kobieta przez chwilę patrzyła bez słowa. Jej oczy zwęziły się, jakby próbowała nadać temu kształtowi sens. — Co to jest? — zapytała w końcu, biorąc przedmiot do ręki.

Dotyk był nieprzyjemny – nie dlatego, że silikon sam w sobie budził odrazę, ale dlatego, że był zbyt realistyczny, zbyt celowy. To nie wyglądało jak zwykła rzecz, którą ktoś mógł mieć przypadkiem. Hanser obróciła go powoli i zobaczyła paski. Wtedy jej twarz spoważniała. — Ja właśnie nie wiem, pani — odparła służąca. — Leżało na podłodze. Pomyślałam najpierw, że to jakaś poduszka, ale potem… Nie chciałam nic mówić, żeby nie palnąć głupstwa. Ale to wygląda… — urwała.

Hanser podniosła wzrok. — Jak co? Kobieta spuściła oczy. — Jak sztuczny brzuch. Taki ciążowy.

Słowa zawisły w powietrzu ciężko i niewygodnie. Hanser poczuła, że coś ściska ją w żołądku. Nie wiedziała dlaczego. Nie miała jeszcze żadnego konkretnego podejrzenia, żadnego dowodu, żadnego pełnego obrazu. But w tym domu ostatnio zbyt wiele rzeczy nie było przypadkiem: zbyt wiele spojrzeń wymykało się spod kontroli, zbyt wiele zdań urywało się dokładnie wtedy, gdy miały powiedzieć prawdę. — Kto mógł to zgubić? — zapytała cicho, bardziej do siebie niż do kobiety. — Nie wiem, pani, nikogo nie widziałam. Może ktoś z gości, może jakaś rzecz z garderoby, a może… — znów urwała.

Hanser spojrzała na nią uważnie. — Dokończ. — Może lepiej, żebym nie kończyła.

Hanser przez chwilę milczała. Jej palce zacisnęły się na silikonowej krawędzi. Przez głowę przemknęło jej kilka obrazów: napięte twarze domowników, niedopowiedzenia, chłodne spojrzenia Beyzy, jej dziwna pewność siebie, jej zbyt spokojny ton wtedy, gdy wszyscy inni tracili równowagę. Hanser szybko odsunęła od siebie tę myśl, jakby przestraszyła się własnego podejrzenia. — Połóż to tutaj — powiedziała w końcu, wskazując stolik. — Na razie nic z tym nie róbmy.

W tej samej chwili jej telefon leżący na sofie obok poduszki rozświetlił się krótkim błyskiem. Dźwięk powiadomienia przeciął ciszę tak niespodziewanie, że obie kobiety odruchowo spojrzały w jego stronę. Hanser sięgnęła po aparat. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Cihana. Serce Hanser zabiło mocniej. Zanim jeszcze przeczytała treść, przez ułamek sekundy jej twarz złagodniała, jakby samo imię Cihana miało moc odsuwania cieni. Otworzyła wiadomość: „Mam dla ciebie niespodziankę. Przyjdź od razu do kawiarni, w której zawsze się spotykaliśmy. Czekam”.

Hanser przeczytała tekst raz, potem drugi. Uśmiech pojawił się na her ustach niemal mimowolnie – delikatny, ostrożny, ale prawdziwy. To miejsce – ich kawiarnia – to było miejsce, w którym przez chwilę potrafili być tylko sobą: bez oczu rodziny, bez ciężaru domu, bez historii, które inni chcieli im narzucić. Tam Cihan kiedyś patrzył na nią tak, jakby świat zaczynał się i kończył w jej spojrzeniu. Tam nauczyła się wierzyć, że miłość może być bezpieczna. — Od pana Cihana? — zapytała starsza kobieta, widząc zmianę na jej twarzy.

Hanser skinęła głową. — Napisał, że ma dla mnie niespodziankę. — To dobrze, pani, może trochę radości dobrze pani zrobi.

Hanser uśmiechnęła się szerzej, ale w her oczach nadal tlił się cień niepokoju. Wiadomość była czuła, piękna, ale dziwnie nagła. Cihan rzadko pisał w taki sposób bez wcześniejszej rozmowy, zwłaszcza teraz, kiedy wszystko wokół nich było tak napięte. Postanowiła zadzwonić: wybrała numer i przyłożyła telefon do ucha. Sygnał zabrzmiał raz, potem drugi, trzeci. Hanser zmarszczyła brwi. Czekała, chodząc powoli po salonie. Sygnał trwał dalej – niki nie odbierał. — Odbierz, Cianie… — szepnęła, ale połączenie przerwało się.

Hanser odsunęła telefon od ucha i spojrzała na ekran z lekką irytacją. — Dziwne. — Co się stało? — zapytała służąca. — Przed chwilą napisał wiadomość, a teraz nie odbiera. Jak to możliwe? — mruknęła Hanser bardziej do siebie. — Przecież jeśli czeka, powinien mieć telefon przy sobie.

Próbowała jeszcze raz. Znów sygnał, znów cisza, znów brak odpowiedzi. Uśmiech na jej twarzy nieco przygasł. Jednak myśl o spotkaniu z Cihanem była silniejsza niż niepokój: może był zajęty przygotowaniem niespodzianki, może telefon leżał na stoliku, a on rozmawiał z kelnerem, może chciał, żeby nie zadawała pytań, tylko przyszła. Czasami Cihan potrafił być taki – stanowczy, tajemniczy, przekonany, że wszystko ułoży się lepiej, jeśli ona po prostu zaufa. — Muszę się przygotować — powiedziała, odkładając telefon i wstając z sofy.

Starsza kobieta wskazała ostrożnie na silikonowy przedmiot. — A to, pani? Hanser spojrzała na niego z wahaniem. Przez moment w her oczach znów pojawiła się podejrzliwość, ale zaraz potem odsunęła ją na bok. — Połóż to na stole. Kiedy wrócę, zobaczę dokładnie, co to jest i skąd mogło się wziąć. — Może lepiej schować? — zapytała kobieta cicho. — Żeby niki… — Nie — przerwała Hanser, choć jej głos był łagodny. — Niech leży tutaj. Jeśli ktoś będzie tego szukał, może sam się zdradzi.

Służąca spojrzała na nią z zaskoczeniem. Hanser nie była już tą samą naiwną dziewczyną, która kiedyś wchodziła do tego domu z sercem na dłoni – nadal była dobra, nadal delikatna, ale ból nauczył ją patrzeć uważniej. — Dobrze, pani.

Hanser poprawiła włosy, wzięła torebkę i ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się jednak na moment przy drzwiach salonu i obejrzała się. Przedmiot leżał na stoliku jak niemy dowód czegoś, co jeszcze nie miało imienia. Przez chwilę miała ochotę zostać: wziąć go do ręki, przeszukać dom, zapytać każdego po kolei, kto to zgubił i dlaczego. But wiadomość od Cihana paliła ją w dłoni mocniej niż podejrzenia. „Mam dla ciebie niespodziankę”. Te Słowa były jak obietnica, a Hanser mimo wszystkiego wciąż chciała wierzyć w obietnicę Cihana.

Zaszkliwiona pułapka i niespodziewane spotkanie z Beyzą.

Wyszła z domu szybkim krokiem. Na zewnątrz powietrze było chłodniejsze, niż się spodziewała. Ulica przed rezynencją wydawała się spokojna: kilka drzew poruszało gałęziami pod wpływem lekkiego wiatru, gdzieś w oddali przejechał samochód, potem zapadła cisza. Hanser stanęła przy chodniku, poprawiła pasek torebki na ramieniu i rozejrzała się w obie strony. Cihana nie było. Zmrużyła oczy, szukając znajomego samochodu, znajomej sylwetki, czegokolwiek, co potwierdziłoby, że wiadomość była prawdziwa. Telefon ścisnęła w dłoni. Przez moment pomyślała, żeby zadzwonić jeszcze raz, ale zanim zdążyła odblokować ekran, usłyszała niski, nierówny dźwięk silnika.

Od strony zakrętu powoli nadjechał stary samochód w ciemnozielonym kolorze. Nie był to pojazd, którego się spodziewała – auto wyglądało obco na eleganckiej ulicy, jak cień wślizgujący się w miejsce, do którego nie należał. Jechało wolno, zbyt wolno, jakby kierowca dokładnie obserwował każdy jej ruch. Hanser odruchowo cofnęła się o krok. Samochód zatrzymał się tuż obok niej. Przez chwilę nic się nie działo: szyba była przyciemniona, wnętrze półmroczne. Potem okno po stronie kierowcy zaczęło się opuszczać z cichym, mechanicznym szmerem. Hanser zesztywniała – za kierownicą siedziała Beyza.

Jej twarz była spokojna, niemal obojętna, ale w tej obojętności było coś zimnego. Nie wyglądała jak osoba, która przypadkiem znalazła się w pobliżu. Jej palce lekko spoczywały na kierownicy, usta miała zaciśnięte w cienką linię, a spojrzenie przesuwało się po Hanser z mieszaniną niechęci i ukrytej satysfakcji. — Beyza? — Hanser zmarszczyła brwi. — Co ty tu robisz?

Beyza nie odpowiedziała od razu. Spojrzała przed siebie, jakby rozmowa z Hanser była dla niej czymś męczącym, zbędnym, prawie obraźliwym. — Wsiadaj — powiedziała w końcu jedno słowo: zimne, krótkie, rozkazujące. Hanser uniosła głowę. — Słucham? — Powiedziałem: wsiadaj.

Hanser roześmiała się krótko, ale nie było w tym śmiechu radości. — Chyba żartujesz. Najpierw powiesz mi, co robisz pod moim domem.

Beyza westchnęła teatralnie i oparła się wygodniej o fotel. — Nie mam czasu na twoje pytania. — A ja nie mam zwyczaju wsiadać do samochodu kogoś, komu nie ufam.

Na her twarzy Beyzy pojawił się ledwie widoczny uśmiech. — Jakie wielkie Słowa. Nie ufasz mi? Naprawdę jestem zdziwiona. — Nie udawaj, że nie rozumiesz.

Beyza powoli odwróciła głowę i spojrzała jej prosto w oczy. — Cihan kazał mi po ciebie przyjechać.

To imię zatrzymało Hanser w pół oddechu. Jej palce mocniej zacisnęły się na telefonie. — Cihan? Tak, to chyba imię, które rozumiesz najlepiej. — On napisał, że czeka na mnie w kawiarni, właśnie dlatego tu jestem. Dlaczego nie przyjechał sam?

Beyza wzruszyła ramionami. — Nie wiem. Zadzwoń do niego i zapytaj, skoro tak bardzo cię to interesuje. — Dzwoniłam. Nie odbiera.

Przez twarz Beyzy przemknęło coś szybkiego: może cień zadowolenia? Może tylko odbicie światła na szybie? Hanser nie była pewna, ale poczuła ukłucie niepokoju. — To widzisz – nie może odebrać — rzuciła Beyza. — Kazał mi przyjechać, więc przyjechałam. Chcesz jechać? Czy będziesz tu stała i urządzała przesłuchanie na środku ulicy?

Hanser nie ruszyła się z miejsca. — Od kiedy wykonujesz prośby Cihana tak posłusznie? Beyza uśmiechnęła się chłodno. — Od kiedy on przestał mieć czas na twoje dramaty.

Słowa uderzyły mocniej, niż Hanser chciała przyznać, ale nie pozwoliła, by Beyza zobaczyła ból. Wyprostowała się i spojrzała na nią z dumą. — Uważaj, co mówisz. — Bo co? — Beyza przechyliła głowę. — Zrobisz mi scenę? Znowu będziesz patrzeć tym swoim niewinnym spojrzeniem, jakby cały świat miał obowiązek ci wierzyć? — Nie potrzebuję, żeby cały świat mi wierzył. — Nie? — Beyza parsknęła cicho. — A jednak zawsze zachowujesz się tak, jakby wszyscy musieli padać ci do stóp tylko dlatego, że jesteś biedną, dobrą Hanser.

Hanser podeszła krok bliżej do samochodu. — Nie wiem, w jaką grę grasz, Beyza, ale ostrzegam cię: nie mieszaj Cihana do swoich intryg.

Na te Słowa spojrzenie Beyzy stwardniało. — Wsiadaj — powtórzyła, tym razem wolniej. — Cihan czeka. — Gdzie? — W kawiarni. — Skoro w kawiarni, mogę pojechać sama.

Beyza zaśmiała się cicho, bez ciepła. — Oczywiście, możesz. Możesz też stać tutaj kolejne pół godziny, dzwonić do niego bez końca i zastanawiać się, dlaczego nie odbiera. But jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, jaka niespodzianka na ciebie czeka, lepiej przestań tracić czas.

Podróż w nieznane i narastający lęk.

Hanser poczuła, jak w jej wnętrzu ścierają się dwa głosy. Pierwszy szeptał, że coś jest nie tak: że wiadomość była dziwna, że telefon milczy, że Beyza pojawiła się zbyt nagle – zbyt dokładnie w chwili, gdy Hanser wyszła z domu. Drugi głos przypominał jej Cihana: jego czułość, ich kawiarnię, słowo „niespodzianka”. Może to wszystko było tylko niefortunnym zbiegiem okoliczności? Może Cihan rzeczywiście poprosił Beyzę, choć wydawało się to absurdalne? Może chciał coś przygotować i dlatego nie mógł przyjechać osobiście? „A może – pomyślała Hanser – jeśli teraz nie pojadę, Beyza później powie mu, że odmówiłam, że nie zaufałam, że znowu stworzyłam problem”. Ta myśl była gorzka, bo Hanser wiedziała, jak łatwo w tym domu prawda może zostać wykrzywiona: jedno zdanie wypowiedziane przez właściwą osobę w odpowiednim momencie potrafiło zmienić ofiarę w winną. — Dlaczego akurat ty? — zapytała jeszcze raz ciszej.

Beyza zacisnęła palce na kierownicy. — Bo tak wyszło. — Tow nie jest odpowiedź. — A ty nie jesteś w pozycji, żeby żądać ode mnie wyjaśnień.

Hanser zmrużyła oczy. — Mylisz się. Jestem w pozycji, żeby decydować, z kim jadę.

Beyza pochyliła się lekko w jej stronę. — Naprawdę się mnie boisz?

Te Słowa były pułapką, Hanser zrozumiała to natychmiast – Beyza wiedziała, gdzie uderzyć. Wiedziała, że Hanser może być ostrożna, zraniona, nieufna, ale nigdy nie zniesie sugestii, że kieruje nią strach. — Nie boję się ciebie — odpowiedziała twardo. — Nie? — Beyza uniosła brew. — Bo wyglądasz, jakbyś bała się nawet otworzyć drzwi.

Hanser poczuła, jak policzki zaczynają jej płonąć – nie ze wstydu, lecz z gniewu. Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc na Beyzę, a potem podjęła decyzję: nie dlatego, że jej ufała, nie dlatego, że nie czuła zagrożenia, ale dlatego, że nie zamierzała pozwolić Beyzie rozgrywać siebie jak przestraszonej dziewczynki. — Dobrze — powiedziała chłodno. — Pojadę.

Beyza uśmiechnęła się kącikiem ust. — Wreszcie.

Hanser obeszła przód samochodu powoli, cały czas czując na sobie wzrok Beyzy. Kiedy przechodziła przed maską, spojrzała jeszcze raz na ulicę – pusto. Żadnego Cihana, żadnego świadka – tylko wiatr poruszający liśćmi i ciemnozielony samochód, który czekał jak zamknięta klatka. Otworzyła drzwi pasażera. Wnętrze auta pachniało starym materiałem, perfumami Beyzy i czymś ostrym, trudnym do rozpoznania. Hanser usiadła powoli, trzymając torebkę blisko siebie. Nie zapięła od razu pasa – spojrzała na Beyzę. — Jedziemy prosto do kawiarni? — Oczywiście — odpowiedziała Beyza z przesadną łagodnością. — Jeśli próbujesz mnie oszukać, Beyza…

Beyza przerwała jej, odwracając kluczyk w stacyjce. — Hanser, proszę cię, nie jesteś aż tak ważna, żebym traciła dzień na wożenie cię bez powodu.

To zdanie miało zaboleć i zabolało, ale Hanser nie odpowiedziała. Zapięła pas, odwróciła wzrok ku przedniej szybie i ścisnęła telefon w dłoni. Ekran pozostawał ciemny: żadnego nowego połączenia, żadnej odpowiedzi od Cihana. Samochód ruszył. Powoli oddalali się od rezynencji. Hanser patrzyła przez boczne okno, obserwując znajome ogrodzenie, bramę, drzewe – z każdym metrem dom znikał za nimi, a wraz z nim poczucie względnego bezpieczeństwa.

W her jej głowie znów pojawił się obraz silikonowego brzucha leżącego na stoliku w salonie – dziwny przedmiot znaleziony na schodach, wiadomość od Cihana, Beyza pod domem… Wszystko to zaczynało układać się v kształt, którego Hanser nie chciała jeszcze nazwać. — Beyza — powiedziała po chwili. — Czego? — Kiedy dokładnie Cihan do ciebie zadzwonił? — Niedawno. — Niedawno, czyli kiedy?

Beyza westchnęła. — Naprawdę będziesz mnie przesłuchiwać przez całą drogę? — Tak, jeśli odpowiedzi będą brzmiały jak kłamstwa.

Beyza spojrzała na nią szybko, ostro, ale zaraz wróciła wzrokiem do drogi. — Uważaj, Hanser. Czasami człowiek tak bardzo szuka kłamstwa, że przestaje rozpoznawać prawdę. — A czasami ktoś tak długo kłamie, że sam zaczyna wierzyć, że mówi prawdę.

Między nimi zapadła cisza – była ciężka, napięta, prawie namacalna. Silnik samochodu pracował nierówno, koła sunęły po asfalcie, a świat za oknem przesuwał się powoli jak sceneria snu, który za chwilę może zamienić się v koszmar. Beyza nie odezwała się przez kilka kolejnych sekund. Jej twarz była nieruchoma, ale oczy zdradzały czujność. Hanser zauważyła, że kobieta nie jedzie najkrótszą drogą do kawiarni – skręciła w ulicę, której Hanser nie rozpoznała od razu. — To nie jest droga do kawiarni — powiedziała natychmiast. — Jest objazd. — Jaki objazd? — Roboty drogowe. — Nic o tym nie słyszałam.

Beyza zaśmiała się cicho. — Nie jesteś centrum świata, nie musisz słyszeć o wszystkim.

Hanser poczuła, jak zimno rozlewa się po jej plecach. Odblokowała telefon i spróbowała jeszcze raz zadzwonić do Cihana. Sygnał pojawił się na ekranie, ale zanim połączenie zostało nawiązane, Beyza gwałtownie przyspieszyła. Telefon wysunął się Hanser z dłoni i spadł na dywanik pod nogami. — Co ty wyprawiasz?! — krzyknęła Hanser, pochylając się po aparat. — Droga była nierówna — odparła Beyza spokojnie. — Zrobiłaś to specjalnie. — Masz naprawdę bujną wyobraźnię.

Hanser podniosła telefon – ekran nie był pęknięty, ale połączenie przerwane. Spojrzała na Beyzę z gniewem. — Zatrzymaj samochód. — Nie. — Powiedziałem: zatrzymaj samochód!

Beyza nie zwolniła. Przeciwnie – jej usta wygięły się w ledwie widocznym uśmiechu. — Przecież chciałaś spotkać Cihana. — Zatrzymaj się. — Spokojnie, zaraz wszystko zrozumiesz.

Te Słowa były ciche, ale miały w sobie coś, co sprawiło, że Hanser poczuła prawdziwy lęk – nie taki, który paraliżuje, raczej taki, który wyostrza zmysły. Nagle każdy szczegół stał się ważny: kierunek jazdy, ruch dłoni Beyzy, zamki w drzwiach, telefon, droga za oknem. Hanser spróbowała otworzyć drzwi – zamek nie ustąpił. Beyza spojrzała na nią kątem oka. — Nie rób głupstw. — Co ty planujesz?

Beyza uniła brwi. — Nic. To ty zawsze widzisz dramat tam, gdzie go nie ma. — Kłamiesz! — A ty zawsze myślisz, że twoje przeczucia są dowodami.

Hanser odwróciła się w jej stronę. — Gdzie jest Cihan?

Po raz pierwszy Beyza nie odpowiedziała natychmiast. Jej twarz stwardniała, a dłonie mocniej objęły kierownicę. Cisza, która zapadła, była odpowiedzią bardziej przerażającą niż Słowa. — Powiedz mi, gdzie jest Cihan? — powtórzyła Hanser.

Beyza w końcu uśmiechnęła się powoli. Wypowiedziała jego imię z dziwną miękkością, prawie z pogardą. — Wy naprawdę myślicie, że wszystko zawsze kręci się wokół niego? Ty, on, wasza wielka miłość, wasze cierpienia, wasze łzy… Jakby niki inny nie istniał, jakby moje życie było tylko cieniem waszego.

Hanser patrzyła na nią z niedowierzaniem. — O czym ty mówisz? — O niczym — ucięła Beyza. — Jeszcze nie czas.

Samochód skręcił w węższą ulicę. Domy były tu rzadsze, chodniki puste, drzewa gęstsze. Hanser poczuła, że serce bije jej coraz szybciej. A jednak mimo strachu nie zamierzała błagać: nie przy Beyzie, nie przy kobiecie, która najwyraźniej czekała właśnie na to – na her panikę, na jej łzy, na dowód słabości. — Posłuchaj mnie uważnie! — powiedziała Hanser cicho, ale bardzo wyraźnie. — Nie wiem, co wymyśliłaś. Nie wiem, jak daleko zaszłaś, ale jeśli myślisz, że zniszczysz mnie jednym podstępem, mylisz się.

Beyza parsknęła, nadal taka dumna. — Nie, po prostu już nie jestem naiwna.

Te Słowa na moment przebiły chłodną maskę Beyzy – w her oczach pojawił się błysk gniewu. — Zobaczymy.

Hanser spojrzała przed siebie. Droga ciągnęła się nieznajoma i pusta. W oddali majaczył zakręt, za którym nie było widać niczego. W her jej dłoni telefon milczał, w sercu zaś narastała pewność, że wiadomość od Cihana nie była tym, czym się wydawała. A w salonie rezynencji, daleko za nimi, na stoliku nadal leżał silikonowy brzuch – niemy, porzucony dowód. Przedmiot, który miał poczekać do powrotu Hanser. Tylko że z każdą kolejną sekundą coraz mniej było pewne, czy Hanser wróci wystarczająco szybko, by odkryć prawdę, zanim prawda pochłonie ją całkowicie.

Beyza prowadziła dalej z twarzą zimną i nieruchomą, jej oczy ani razu nie zdradziły zawahania. Na her ustach miała cień uśmiechu człowieka, który nie tylko zna drogę, ale również wie, dokąd prowadzi każdy jej zakręt. Hanser siedziała obok niej – wyprostowana, z dłońmi zaciśniętymi na torebce, z sercem pełnym niepokoju i z jedną myślą, która pulsowała coraz mocniej: Cihan by tego nie zrobił. Cihan nie wysłałby po nią Beyzy. Cihan nie milczałby, gdyby wiedział, że ona jedzie prosto w ramiona czegoś złego. A jednak samochód mknął przed siebie i kiedy rezydencja zniknęła daleko za nimi, Hanser po raz pierwszy zrozumiała, że tego dnia nie została zaproszona na niespodziankę. Została zwabiona.

Jak sądzisz, czy Hanser zdoła w porę przejrzeć intrygę Beyzy i wyrwać się z tej pułapki, zanim zniknięcie bez śladu postawi całe jej małżeństwo z Cihanem pod znakiem zapytania?

Related Posts

Panna młoda odc. Beyza w panice! Badanie u Yasemin może ujawnić jej największy sekret

Po prysznicu droga z łazienki do łóżka wydawała się Cihanowi nieskończenie długa. Opierał się na Hancer całym ciężarem, a jego kroki były chwiejne, jakby każdy z nich…

PORUSZAJĄCA ROZMOWA HANCER I SINEM! Hancer nie potrafi ukryć zazdrości o Cihana i wyznaje, że czuje się jak przeszkoda między nim a jego dzieckiem.

Aysu nie potrafiła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Słowa brata brzmiały zbyt absurdalnie, by mogły być prawdą. Wyszła na zewnątrz niemal natychmiast, jakby potrzebowała powietrza…

“Panna młoda” – Odcinek 135: (streszczenie)

Co się wydarzy w 135. odcinku tureckiego serialu „Panna młoda”? Relacja Hancer i Cihana wchodzi w nowy etap. Mukadder nie zamierza jednak się z tym pogodzić. Emisja 135. odcinka…

Co dalej z postępowaпiem?

Policjaпci w czwartek, w Boże Ciało, około godz. 4 пad raпem otrzymali iпformację o śmierci kobiety w jedпym z domów w Gilowie koło Dzierżoпiowa. Fυпkcjoпariυszy powiadomił jedeп z…

Panna młoda. Tak się skończy 3 sezon historii Hancer i Cihana. Ona zginie w wybuchu w ostatnim odcinku?

Telenowela “Panna młoda” zdobyła w Turcji ogromną popularność, że zdecydowano się nakręcić 3 sezony. W sumie aż 463 odcinki. W Polsce na razie przewidziana jest emisja dwóch…

Panna młoda odc. Hançer poznaje prawdziwy zamiar Beyzy! Cihan jest coraz bliżej prawdy

Panna Młoda: Hançer walczy o życie po śmiertelnej pułapce Beyzy! Cihan odkrywa prawdę i rusza na desperacki ratunek Na opuszczonym pustkowiu, gdzie nie było żadnych domów, żadnych…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page