Mężczyzna od około trzech lat pracował w Niemczech jako spawacz blach. Mieszkał w lokum wynajętym przez pracodawcę w Karstädt. Regularnie wracał na weekendy do rodzinnego Rymania (woj. zachodniopomorskie) w Polsce. Tym razem tak się nie stało.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

REKLAMA
Zaginął Łukasz M. Chwilę wcześniej wysyłał niepokojące sygnały
W noc zaginięcia z 26/27 maja br. próbował kontaktować się jeszcze ze znajomymi.
— Dzwonił do mnie i do innych kolegów około drugiej w nocy. Spałem, dopiero później zobaczyłem te połączenia, oddzwaniałem, ale już nie było kontaktu — opowiada jego znajomy Krzysztof Borek (38 l.), który obecnie bierze udział w poszukiwaniach na terenie Niemiec.— Łukasz na swoim profilu społecznościowym zamieścił też wpis sugerujący, że potrzebuje pomocy i czuje się pozostawiony sam sobie.
— Tacy z Was znajomi… Naprawdę, jak człowiek potrzebuje pomocy, to nikogo nie ma
— takiej treści post zamieścił Łukasz M. na swoim profilu społecznościowym w noc zaginięcia.
To wszystkie informacje zaniepokoiły jego bliskich. Mówią, że 37-latek był w trudnym momencie życia. Był w trakcie rozwodu, który miał zakończyć się latem.
W noc zaginięcia Łukasz dziwnie się zachowywał
W noc zaginięcia Łukasz miał się jeszcze pojawić ok. godz. trzeciej nad ranem u współlokatorów w Karstädt.
— Miał dziwne spojrzenie, zachowywał się niespokojnie. Mówił, że słyszy jakieś dzieci jeżdżące na rolkach w swoim pokoju
— relacjonuje jego kolega.
Według świadków był pobudzony i nie chciał wrócić do swojego pokoju. W końcu jednak oddalił się — i od tego momentu ślad po nim zaginął.
Niepokój rodziny budzi także zachowanie Łukasza tuż przed wyjazdem z Polski. Jak relacjonują jego bliscy, po raz pierwszy zostawił kluczyki do swojego samochodu w kuchni u rodziców.
— Nigdy wcześniej tego nie robił. Zawsze miał je przy sobie — przekazują jego koledzy.
Zaginął Łukasz M. Koledzy prowadzą poszukiwania na własną rękę
Zaginięcie zostało zgłoszone nie tylko niemieckiej policji. Łukasza szukają też policjanci z Kołobrzegu. Znajomi Łukasza twierdzą, że początkowe działania niemieckich policjantów nie były wystarczające.
Według ich relacji nie przeprowadzono od razu szczegółowych przesłuchań osób z otoczenia zaginionego ani szeroko zakrojonych poszukiwań terenowych. Bliscy zabiegali także o użycie psa tropiącego, jednak — jak usłyszeli — było już na to za późno.
Wobec braku przełomu zdecydowali się działać samodzielnie. Do Niemiec przyjechała grupa 11 osób z Polski.
— Wyjechaliśmy w nocy, przejechaliśmy około 600 kilometrów. Szukamy go od rana na własną rękę — mówi Krzysztof Borek.
Ochotnicy przeszukują okoliczne tereny: zabudowania gospodarcze, zarośla, okolice rzek, opuszczone obiekty i miejsca, w których mógł się schronić.
W działania zaangażował się także pracodawca Łukasza, który kontaktował się z niemieckimi służbami.
Apel o pomoc w poszukiwaniach Łukasza M.
Bliscy nie ukrywają, że sytuacja jest bardzo poważna. Zwracają uwagę na możliwe problemy psychiczne, stres związany z życiem prywatnym oraz niepokojące zachowanie tuż przed zaginięciem.
— To nie jest do niego podobne. On zawsze wracał, zawsze się odzywał — mówią. Każda godzina bez informacji zwiększa ich obawy.
Rodzina i znajomi apelują do wszystkich osób, które mogły widzieć Łukasza lub mają jakiekolwiek informacje o jego losie, o pilny kontakt z policją w Kołobrzegu pod nr tel. 47 784 65 12/511 lub z najbliższą jednostką policji.
— Każda informacja może mieć znaczenie. Nawet najmniejszy ślad może pomóc ustalić, co się wydarzyło z Łukaszem — dodaje Krzysztof Borek.
Tajemnicze zaginięcie Jakuba na lotnisku Berlin Schönefeld. “Nie wiem, gdzie jestem”
Krzysztof Dymiński zaginął trzy lata temu. Szukający go nurek wyznaje gorzką prawdę
Przyjaciele Łukasza szukają go, wykorzystując nawet drona.
/3
Mężczyznę szukają przyjaciele.